Administracja | [ Zaloguj ]

„Jan Włodek. Legionista, dyplomata, uczony”

Od wydawcy

Czas prze nieubłaganie do przodu, przechodzą pokolenia i wspomnienia tego, co minione blakną. A przecież nie można wciąż zaczynać od początku – trzeba się wesprzeć na swoich poprzednikach, by to, co budowane wspólnie nie runęło. Fundamentem przyszłości muszą być dokonania wielu pokoleń. Dlatego tak ważnym jest, by przetrwała pamięć o tych, którzy swoim życiem i męczeńską śmiercią przyczynili się do wydźwignięcia Polski po przeszło stuletniej niewoli.

Mój Ojciec, Jan Włodek zmarł, gdy miałem zaledwie piętnaście lat – zbyt mało, by się nim nacieszyć, wystarczająco dużo, by nauczyć się wyznawanych przez niego wartości. Dorastałem w okrutnym i niebezpiecznym czasie okupacji, zresztą i później nie było łatwiej. Miałem wspaniałą Matkę, kochającą rodzinę i przyjaciół, lecz mimo to nigdy nie opuszczała mej świadomości i była mi oparciem myśl o Ojcu. O jego ofierze życia za Polskę, jej naukę i kulturę, o jego szlachetności i mądrości. Wiedziałem, że nie wolno mi o tym zapomnieć. Pamiętać – to jednak było zbyt mało. Trzeba było dać świadectwo: o nim, jego dokonaniach, o ludziach i czasach, pośród których żył. Przez lata z pieczołowitością gromadziłem wszelkie pamiątki rodzinne: dokumenty, fotografie, pojedyncze karteluszki i wspomnienia. Dziś dzięki nim mogła powstać ta książka, którą chciałbym uczynić votum wdzięczności dla mego Ojca. Niech będzie swoistym zadośćuczynieniem za dwie wojny światowe, za peerelowskie mroki przemilczenia i za utraconą Dąbrowicę. 

Krok za krokiem, człowiek za człowiekiem – książka nabierała realnych kształtów. Zaczęło się od doktor Grażyny Jasieniak-Pinis, która jako pierwsza namawiała mnie do opublikowania zebranych materiałów. Ona też zapoznała mnie ze Stanisławem Markowskim, znanym krakowskim fotografem. On z kolei przedstawił mój projekt Markowi Łosiowi z Małego Wydawnictwa. W tym momencie ruszyła wytężona praca: moja, mej siostry Zofii Włodek, redaktor Marioli Szafarz i wydawcy Marka Łosia, który nad wszystkim czuwał.