Administracja | [ Zaloguj ]

„Wiersze”

Wybrane wiersze


MOJA SUTANNA

         księdzu Antoniemu


nie chciałem jak wuj Leon
w habicie od dziecka
nie zaczytywałem się
Janem od Krzyża i Mertonem

nie ma też arcybiskupiej infuły
w kleryckim plecaku
ani nic z pradziadka popa
chyba najwyżej ta skłonność
do noszenia długich włosów

moja sutanna jest tak samo
czarna jak wszystkie inne
jednak jej poszycie mieni się
barwami mych myśli i oczu

nosząc ją wierzę szczerze
że w Kościele jest miejsce
zarówno dla Franciszka z Asyżu
jak i dla Ignacego Loyoli


SCHODY

schody te prowadzą donikąd
rozłupane czasem oberwane z poręczy
porośnięte trawą
wysoką jak na całym Podolu

kroczy po nich korowód postaci:
Maciej powstaniec przebity bagnetem
Jan plutonowy z niemieckim odłamkiem
między oczami
Franciszek eks-karmelita
Mikołaj grekokatolik
Jan drugi nauczyciel
Jan trzeci samouk
Antoni kłótliwy
Tomasz cichy i prawy
Zygmunt zmarły jako dziecko
Józef co późnej starości
dożył pod Legnicą

i ja po nich kroczę
wsłuchany w szum gruszy
którą wojennym toporem ścięto
przed laty


BRAT ALBERT [II]

gdzieś obok zgasło światło
gdzieś obok zapłonęła lampa naftowa

gdzieś obok jest człowiek
który nie ma domu

gdy miałem lat siedemnaście sądziłem
że walka jest prawem i obowiązkiem
naprzód! krzyczał kapitan
jak rój podrażnionych pszczół
biegliśmy z kosami

szrapnel co zmiażdżył kolano
mówił mi że można inaczej
bez walki i też zwyciężać

zrozumiałem to
gdy miałem lat trzydzieści siedem
i tyleż namalowanych obrazów

jak kiedyś w świętokrzyskich lasach
tak i teraz biegnę choć o protezie

do tego gasnącego światła
i do tej zapalonej lampy

i do tego człowieka
bo on jest najważniejszy


W DRODZE

myślę idąc ulicą Floriańską
krakowskim deptakiem
wielkomiejskim przekrojem
społecznym
obijając się o twarze:
chrześcijan
o niechrześcijańskich zasadach
panien
nie będących już pannami
miłujących się par
nie znających przykazania Miłości
dzieci
wiedzących więcej niż dorośli
dorosłych
którzy wciąż są dziećmi
ideowców
bez jakiejkolwiek idei

że siedząc na plebanii
swego światka
do tych ludzi nigdy nie trafię
do nich po prostu muszę
wyjść na ulicę