Administracja | [ Zaloguj ]

Aktualności

Zmarł Marek Eminowicz

2013-01-18 00:00

W ostatnią niedzielę zmarł przyjaciel i bohater jednej z książek Małego Wydawnictwa - Marek Eminowicz. Msza św. pogrzebowa zostanie odprawiona we wtorek 22 stycznia 2013 r. o godz. 11.00 w kościele św. Szczepana w Krakowie, a odprowadzenie Zmarłego do grobowca rodzinnego od bramy głównej Cmentarza Rakowickiego o godz. 13.00.

Marka miałam szczęście poznać zaledwie cztery lata temu, kiedy zaczynałam współpracę z Małym Wydawnictwem.
Jego książka, Lubię swoje wady. Marek Eminowicz w opowieściach na siedemdziesięciopięciolecie, była pierwszą, którą redagowałam w Małym. Doskonale pamiętam nasze spotkanie... Był sobotni poranek września 2008 roku. Marek Łoś zabierał mnie do Profesora, by mnie przedstawić. Ja znałam go już trochę poprzez niektóre teksty napisane przez jego przyjaciół do książki. Debitująca redaktorka, stremowana sławą i dostojnością tytułu profesorskiego, drżałam przed tym spotkaniem i wyobrażałam sobie "Bóg wie co".
Tymczasem Marek od progu krzyczał, że ma tylko chwilkę, że jedzie do Chaty (co to?) i skarżył się, że niektórzy ciągle nie napisali o nim "bajki", że jest ich "dopiero" osiemdziesiąt parę. (Miało być 75, bo w końcu na 75-lecie, ale ostatecznie Marek wyegzekwował 115). To, że Marek się spieszył, nie zwalniało nas z wypicia filiżanki kawy i skosztowania słynnego pasztetu z dziczyzny. Kawa i pasztet - sublimacja Markowiej gościnności. Mimo wczesnej pory nie wykręciłam się od wypicia obowiązkowego bruderschafta, po którym od razu kazał mi mówić do siebie po imieniu. Przy na wpół wypitej kawie i nadgryzionym pasztecie Marek narzucił na plecy dość pokaźny plecak, dając nam jasno do zrozumienia, że na nas już pora...
Błysk, zawirowanie myśli i uczucie totalnego zadziwienia - to pozostało we mnie po naszym wyjściu.

Później spotykałam się z Markiem dość regularnie, pracując nad książką. Pierwsze oszołomienie zniknęło. Pojawiły się nawet pewne napięcia... Zawsze był ten sam rytuał parzenia kawy, czasem cisteczko lub jajecznica i pytanie: A czy znasz.... stryja takiego a takiego arystokraty, babkę tego i tamtego, takiego a owego przeora, śmakiego profesora?... Moja odpowiedź zwykle brzmiała: Wybacz, Marku, ale nie... Aż którego razu moje lingwistyczne nerwy nie wtrzymały i odpowiedziałam pytaniem na pytanie: Marku, a czy znasz autora takiej a takiej książki, tamtego specjalistę od owego, co mówi ci to pojęcie?... Podziałało. Nigdy już nie musiałam tłumaczyć się ze swojej nieznajomości powiązań rodzinno-społecznych krakowian. 

Po wydaniu książki nasza przyjaźń trwała nadal. Widywaliśmy się u niego na niekończących się korowodach imienin i urodzin, na promacjach książek Małego, czasem na pogrzebach, gdy odchodzili wspólni znajomi...
Od jakiegoś czasu Marek spisywał swoje wspomnienia: na pewno były pełne barwnych historii o jego uczniach, o niezliczonych podróżach i relacjach rodzinno-społecznych krakowian. To mogły być jego opowieści na 80-lecie...

Mariola Szafarz 



Spotkanie z Markiem w ŚOK-u, październik 2010. Obok Marek Łoś.





 

powrót